Zanim wyślesz formularz — poświęć kilka minut na przeczytanie tej strony. Tłumaczę tu jak wygląda współpraca ze mną od środka, dlaczego działam inaczej niż większość agentów w Szczecinie i co konkretnie z tego masz jako sprzedający. Jeśli po przeczytaniu uznasz że to nie dla Ciebie — i tak dobrze. Wolę żebyśmy oboje wiedzieli z kim rozmawiamy zanim zaczniemy.
Ceny ofertowe na portalach są średnio 10–15% wyższe od cen transakcyjnych. Mechanizm jest prosty: każdy sprzedający patrzy na sąsiada, sąsiad patrzy na sąsiada — i wszyscy wystawiają za drogo. To pętla, z której nikt nie chce wyjść pierwszy.
Wyceniam na podstawie rejestrów aktów notarialnych — konkretne transakcje, konkretne ulice, konkretne metry. To jedyne wiarygodne źródło informacji o tym za ile nieruchomości naprawdę się sprzedają, nie za ile były wystawione.
Moja mediana błędu wyceny wynosi poniżej 5%. Dla porównania: rzeczoznawcy mają zakres 10–15% i biorą za to 1500 zł, a zajmuje im to kilka dni. Ja robię to w kilka minut podczas pierwszego spotkania — bezpłatnie — i od razu pokazuję Ci na konkretnych danych z czego wynika każda liczba.
Jeśli po wycenie uważasz że Twoje mieszkanie jest warte znacznie więcej niż wychodzi z rejestrów — nie nawiążemy współpracy. Nie dlatego że jestem trudny, tylko dlatego że inwestuję własne pieniądze w sprzedaż i nie mogę sobie pozwolić na to żeby pracować z ceną, która nie ma szansy się bronić na rynku.
W Szczecinie jest w tej chwili około 2500 ofert sprzedaży mieszkań — tylko miasto, bez okolic. Przeciętny kupujący ogląda 50–70 ofert, czyli pierwszą, maksymalnie drugą stronę wyników. Jeśli Twoja oferta nie jest promowana płatnie — w praktyce nie istnieje.
Dlatego od pierwszego dnia wystawienia oferty inwestuję własny budżet w płatne reklamy — na portalach i w social media. Nie czekam aż coś samo się sprzeda, nie proszę szefa o budżet (bo nie mam szefa) i nie przestaję promować jeśli sprzedaż się przedłuża. Moje pieniądze są w grze od początku do końca.
To zmienia wszystko w kwestii motywacji. Agent w dużej agencji dostaje ofertę, wrzuca ogłoszenie za 200 zł i czeka. Jeśli się nie sprzeda — trudno, bierze następną. Ja nie mam tego luksusu: jeśli oferta nie sprzedaje się szybko, tracę własny budżet marketingowy. Dlatego od pierwszego dnia zależy mi tak samo jak Tobie — albo bardziej.
Każdego dnia sprawdzam ile wyświetleń miała oferta, ile zapytań, jak wyniki wyglądają w porównaniu do poprzedniego tygodnia. Masz pełny dostęp do tych danych na bieżąco — nie raz na miesiąc z ogólnym komentarzem że „jakoś idzie".
Jeśli po dwóch tygodniach widzę że wyświetleń jest mniej niż powinno — siadamy, analizujemy czy problem jest w cenie, w zdjęciach, w targetowaniu reklam i reagujemy. Oferta to nie jest coś co się raz ustawia i zostawia.
Chcesz sprawdzić czy agent naprawdę pracuje nad cudzą ofertą zanim zdecydujesz się na współpracę? Zadzwoń do niego i zapytaj o jego aktualnie prowadzone oferty — ile miały średnio wyświetleń dziennie w ostatnim tygodniu i czy to więcej czy mniej niż tydzień wcześniej. Jeśli odpowie z pamięci, w sekundę, z konkretnymi liczbami — rozmawiasz z kimś kto naprawdę pracuje. Jeśli się zacina — wiesz już wszystko. To tylko jeden z kilku prostych testów — zebrałem sześć z nich w osobnym artykule.
To nie jest zachcianka ani próba kontrolowania klienta. To jedyna forma współpracy która pozwala mi naprawdę pracować nad Twoją sprzedażą.
Wyobraź sobie że Twoja nieruchomość jest jednocześnie w pięciu agencjach. Żadna nie wyda złotówki na marketing — bo po co inwestować w ofertę którą równie dobrze sprzeda ktoś inny? Efekt: pięć ogłoszeń, zero realnej promocji, oferta zakopana na piętnastej stronie wyników. Do końca takich list docierają już tylko „prawdziwi poszukiwacze okazji" — czyli ci którzy negocjują najtwardziej i płacą najniżej.
Jest też wariant pośredni — umowa agencyjna, czyli „wyłączność ale możesz sam szukać". Tu też jest fundamentalny problem. Jeśli na portalu wiszą jednocześnie Twoja oferta prywatna i moja, kupujący który dzwoni na prywatne robi to z jednego powodu: chce zapłacić jak najmniej, liczy na to że bez agenta cena będzie niższa. To dokładnie ten segment kupujących który negocjuje najniżej.
Kupujący który dzwoni do mnie jest gotów zapłacić więcej — bo szuka profesjonalnie przeprowadzonej transakcji, nie okazji. Tylko że ja w tej sytuacji zaczynam się zastanawiać na czyją korzyść działać: mogę docisnąć cenę w górę dla Ciebie, ale wtedy kupujący pójdzie sam do Twojej prywatnej oferty. Taki konflikt interesów jest dla mnie niedopuszczalny i po prostu takich współprac nie podejmuję.
I jeszcze umowy otwarte — kilka agencji jednocześnie plus sprzedaż prywatna. Jeśli po tym wszystkim co przeczytałeś to jest Twój pomysł na sprzedaż — po prostu się nie dogadamy, i nikt za to się nie obrazi. Ale zdradzę Ci największą tajemnicę: suma pieniędzy zainwestowanych w marketing przez wszystkie agencje mające tę ofertę w portfolio wyniesie zero. Nikt prowadzący biuro pośrednictwa nie wyda ani złotówki na promocję oferty którą ma upublicznioną właściciel i kilka innych biur. Efekt: oferta na piętnastej stronie, a jak już do niej ktoś dotrze to widzi to samo mieszkanie w pięciu miejscach i myśli „skoro tylu agentów nie może tego sprzedać to coś z tym musi być nie tak".
Jak działa moja wyłączność w praktyce? Płacisz mi wyłącznie za kupującego którego sam Ci przyprowadziłem. Przykład: jeśli w trakcie współpracy okaże się że Twój brat chce kupić to mieszkanie — dzwonisz do mnie, wypowiadamy umowę, rozliczamy poniesione koszty marketingowe i każdy idzie w swoją stronę. Zero kar umownych. Ty decydujesz czy należy mi się zwrot kosztów za wykonaną pracę — ja biorę na siebie ryzyko z tym związane.
Umowy zawieram na miesiąc lub dwa. Jeśli z jakiegokolwiek powodu współpraca Ci nie odpowiada — wypowiadasz i kończymy. Żadnych kar, żadnego blokowania, żadnych „ale podpisałeś na dwa miesiące".
To nie jest gest dobrej woli — to jest mechanizm który działa na Twoją korzyść. Agent który wie że klient może odejść jutro musi naprawdę pracować każdego dnia. Nie mam luksusu „podpisałem na pół roku to sobie poleży". I właśnie dlatego nigdy mi się nie zdarzyło żeby ktoś wypowiedział umowę — bo nie daję do tego powodu.
Zero opłat z góry. Zero ukrytych kosztów. Prowizja 2–3% od ceny sprzedaży — i tylko w momencie podpisania aktu notarialnego. W cenie zawiera się wszystko: wycena, profesjonalna sesja zdjęciowa, opis, wystawienie oferty, pełen marketing, oprowadzanie kupujących, wsparcie prawne przy umowie przedwstępnej, koordynacja z notariuszem, pomoc przy wydaniu nieruchomości.
Inwestuję własne pieniądze w marketing od pierwszego dnia nie mając żadnej gwarancji wynagrodzenia. To oznacza że nie mogę sobie pozwolić na złą robotę — bo jeśli nie sprzedam, tracę własny budżet i czas. Ten układ jest uczciwy dla obu stron: Ty nie ryzykujesz nic dopóki nie zobaczysz efektu, ja ryzykuję własne pieniądze żeby ten efekt dowieźć.
Konkretny przykład: klient był gotowy zaakceptować ofertę kupna za 1 500 000 zł i planował zapłacić mi prowizję od tej kwoty. Sprzedałem tę nieruchomość za 1 600 000 zł, moja prowizja wyniosła 30 000 zł. Klient zamiast 1 470 000 zł wyszedł z transakcji z 1 570 000 zł — czyli zarobił na tej współpracy 100 000 zł więcej niż gdyby sprzedał sam po cenie którą był gotów przyjąć. Oboje wyszliśmy na tym dobrze. To jest właśnie ten biznes o którym mówię.
Bezpłatna wycena oparta na cenach transakcyjnych. Odpowiedź w 24h.
Bezpłatnie, bez zobowiązań. Odpowiedź w 24h.